poniedziałek, 22 września 2014

puk puk

Nasza rodzina ostatnio jest bardzo gościnna. Co chwile w domu witamy inne choróbsko. Rodzinne wycieczki  Los organizuje nam na wypasie. Była już nocna wyprawa na pogotowie aby zobaczyć jak służba zdrowia pracuje nocą i jaki ma sprzęt przy okazji karetki pogotowia stały się super atrakcją. To jedyny plus z tej wycieczki. Co tygodniowe wizyty w przychodni to dopiero wyzwanie.Jeżeli chcesz umówić się na wizytę do specjalisty zapisz już się przed urodzeniem. Apteka to teraz chleb powszedni .Na szczęście panią jelitówkę powoli żegnamy, a witamy niestety anemię która przyszła do Nas oczywiście nie sama ale razem z alergią żeby było weselej. Przed nami  badania naszego buntownika bo chłopak coś podupada na zdrowiu. Dlatego trzymajcie za Nas kciuki. Ja z tego wszystkiego już jestem siwa. Nie radzę sobie kiedy mój największy Cud choruje. Czuję jak rozpadam się na najmniejsze kawałki z tego stresu. Cieszę się, że w tych chwilach są bliskie osoby przy mnie bo inaczej nie dałabym rady. Nie myślcie sobie, że tak łatwo poddajemy się naszym natrętnym  gościom zwalczamy ich na wszystkie sposoby. Wykorzystujemy do tego pobliski las gdzie ostatnio spędzamy dużo czasu i tam wyganiamy wszystko co do Nas przychodzi. Jak ,,zdrowieć” to tylko na łonie Matki Ziemi. 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.