Nasza rodzina ostatnio jest
bardzo gościnna. Co chwile w domu witamy inne choróbsko. Rodzinne wycieczki Los organizuje nam na wypasie. Była już nocna
wyprawa na pogotowie aby zobaczyć jak służba zdrowia pracuje nocą i jaki ma sprzęt
przy okazji karetki pogotowia stały się super atrakcją. To jedyny plus z tej wycieczki. Co tygodniowe wizyty w
przychodni to dopiero wyzwanie.Jeżeli chcesz umówić się na wizytę do specjalisty zapisz już się przed urodzeniem. Apteka to teraz chleb powszedni .Na szczęście
panią jelitówkę powoli żegnamy, a witamy niestety anemię która przyszła do Nas
oczywiście nie sama ale razem z alergią żeby było weselej. Przed nami badania naszego buntownika bo chłopak coś
podupada na zdrowiu. Dlatego trzymajcie za Nas kciuki. Ja z tego wszystkiego
już jestem siwa. Nie radzę sobie kiedy mój największy Cud choruje. Czuję jak
rozpadam się na najmniejsze kawałki z tego stresu. Cieszę się, że w tych
chwilach są bliskie osoby przy mnie bo inaczej nie dałabym rady. Nie myślcie
sobie, że tak łatwo poddajemy się naszym natrętnym gościom zwalczamy ich na
wszystkie sposoby. Wykorzystujemy do tego pobliski las gdzie ostatnio spędzamy
dużo czasu i tam wyganiamy wszystko co do Nas przychodzi. Jak ,,zdrowieć” to
tylko na łonie Matki Ziemi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.