Dzień trzeci pod znakiem kryzysu .Dobrze, że kryzys nastąpił bo już bym się martwiła, a tak z definicji jak przystało na dzień trzeci musiał być płacz już przed samym wejściem do przedszkola. Litościwy płacz i maślane oczy nic nie pomogły Jeremiasz dostaje szybkiego buziaka i musi wejść do Sali. Matka zostaje sama ze swoją rowerową machiną i udaje się na relaks pod Palmiarnię. Wtedy jest czas na przemyślenia co zrobić na obiad, co jeszcze trzeba kupić do przedszkola, jak to będzie w pracy po długiej nieobecności , kiedy umówić się do fryzjera bo odrost się pojawił i takie tam babskie sprawy. W głowie tysiąc myśli i wspomnień jeszcze rok temu spacerowałam tu Nim był taki malutki , bezbronny, a dziś sama podziwiam z góry nasze piękne miasto i dowiaduję się już za chwile w tym samym przedszkolu gdzie jeszcze przed godziną był płacz za Mamą, że mój SYN już nie jest taki bezbronny potrafi sobie radzić. To radzenie i pokazywanie pozycji w grupie wcale mnie nie ucieszyło. Jeremiasz próbował pokazać kolesiom Kto tu rządzi . I tak minął w przedszkolu dzień trzeci pod hasłem kryzysu i kłopotów wychowawczych bo jak by nie patrzeć rozmowę z Panią odbyłam i się zmartwiłam (dobry rym).
I matka myśli teraz co kryje się za tym ANIOŁEM?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.