Niedziela
przywitała nas słońcem. Rano postanowiłam z Jeremiaszem wybrać się szukać
uciekającego lata. Poszukiwania zakończyły się sukcesem. Mamy jesień za oknem. Ta
jesień z pewnością jest dla niego jeszcze ciekawsza, piękniejsza . Anioł
wędruje sam, a ja nie muszę tarabanić się z wózkiem. Dookoła świat jest dla
Niego bardzo ciekawy zwłaszcza, że musi wszystko podnieść, powąchać, zajrzeć w
każdy zakamarek, a ja dzięki temu poznaję naszą najbliższą okolicę.
Po południu
postanowiliśmy wykorzystać jeszcze pogodę i jak na naszą rodzinę przystało
wybraliśmy się na wycieczkę rowerową . Plan był taki łapać ostatnie promienia
słońca , zerwać jabłka w naszym działkowym sadzie, skosić trawę i zrobić
ostatnie porządki przed jesienią. Oczywiście plany musiały ulec zmianie.
Podczas wycieczki do naszej Sawanny złapał nas deszcz tak więc trawa mokra dziś
jej nie skosimy mówi się trudno przynajmniej nazrywamy jabłek. Myśląc o moich
soczystych jabłkach już nie mogłam się doczekać kiedy dojedziemy na miejsce.
Zastanawiałam się nawet jak je na rowerach zabierzemy, no ale w końcu mam
błyskotliwego męża na pewno coś wymyśli. W końcu dojeżdżamy przestało padać
wyszło słońce Jeremiasz na widok działki już przebiera nogami o mały włos a
wylądowałam bym z Nim w krzakach. Buntownik otwiera bramkę gdyby tego nie
zrobił już by była awantura dlatego pozwalamy mu na to i cierpliwie czekamy.
Jest! Otwarta! biegnę do mojego sadu z
myślą jak tam moje jabłka, a tu moje rozczarowanie jabłek brak można je policzyć na palcach
wyrosło może z pięć na dziewięć drzewek. Smutno szarlotki chłopakom nie zrobię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.