niedziela, 24 sierpnia 2014

Rowerkowo

Niedziela przywitała nas słońcem. Rano postanowiłam z Jeremiaszem wybrać się szukać uciekającego lata. Poszukiwania zakończyły się sukcesem. Mamy jesień za oknem. Ta jesień z pewnością jest dla niego jeszcze ciekawsza, piękniejsza . Anioł wędruje sam, a ja nie muszę tarabanić się z wózkiem. Dookoła świat jest dla Niego bardzo ciekawy zwłaszcza, że musi wszystko podnieść, powąchać, zajrzeć w każdy zakamarek, a ja dzięki temu poznaję naszą najbliższą okolicę.






Po południu postanowiliśmy wykorzystać jeszcze pogodę i jak na naszą rodzinę przystało wybraliśmy się na wycieczkę rowerową . Plan był taki łapać ostatnie promienia słońca , zerwać jabłka w naszym działkowym sadzie, skosić trawę i zrobić ostatnie porządki przed jesienią. Oczywiście plany musiały ulec zmianie. Podczas wycieczki do naszej Sawanny złapał nas deszcz tak więc trawa mokra dziś jej nie skosimy mówi się trudno przynajmniej nazrywamy jabłek. Myśląc o moich soczystych jabłkach już nie mogłam się doczekać kiedy dojedziemy na miejsce. Zastanawiałam się nawet jak je na rowerach zabierzemy, no ale w końcu mam błyskotliwego męża na pewno coś wymyśli. W końcu dojeżdżamy przestało padać wyszło słońce Jeremiasz na widok działki już przebiera nogami o mały włos a wylądowałam bym z Nim w krzakach. Buntownik otwiera bramkę gdyby tego nie zrobił już by była awantura dlatego pozwalamy mu na to i cierpliwie czekamy. Jest! Otwarta! biegnę  do mojego sadu z myślą jak tam moje jabłka, a tu moje rozczarowanie  jabłek brak można je policzyć na palcach wyrosło może z pięć na dziewięć drzewek. Smutno szarlotki chłopakom nie zrobię.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.